2017.05.01 – „Ultralongowe opowieści”

Dziś miała się odbyć pierwsza runda Mistrzostw Polski, miała… gdyż jak wiadomo wszystkie sportowe imprezy (i nie tylko) na przynajmniej „jakiś czas” są odwołane. W tym roku Garbacik Blog miał mieć przyjemność współtworzenia komitetu organizacyjnego Mistrzostw Polski w Długodystansowym BnO. Na dobrą sprawę niemal wszystko jest już dograne, więc… mamy nadzieję Long odbędzie się wczesną lub późną jesienią. We will see…

Nic nie stoi natomiast na przeszkodzie by wspomnieniowo zagłębić się w rywalizację sportową, jaka miała miejsce niemal 3 lata temu na Dylewskich Wzgórzach. Dla wszystkich, którzy chcą sobie przypomnieć jak wyglądało bieganie w czołówce (jak również w II lidze), przedstawiam mały throw back. Klasycznie: kursywa to tekst cytowany, bold aktualne komentarze.

Hej ha! Kolejkę nalej! Hej ha! Kielichy wznieśmy! To zrobi doskonale Ultralongowym Opowieściom!

A więc (i dwója bęc), pora na opowieść o pierwszym ukończonym przez pana Cycerona ultralongu w elicie. Ale od początku, zacznijmy od #roadtoDylewskieWzgórza:

W tym roku przygotowania nie były niestety idealne (ani też jakby to Toporek powiedział ideanalne), nie przypominałem zeszłorocznego profCyca. Przyplątały się dwa tygodniowe choróbska, które po zsumowaniu dają miesiąc trenowania w plecy, dodatkowo startowałem z bardzo niskiego pułapu (wysokiego na liczniku wagi), a motywacja w pierwszych miesiącach trenowania też pozostawiała wiele do życzenia. Jakkolwiek fajne trenowanie zaczęło się 2 tygodnie przed finałem GPK, zakończonym piękną Victorią – kto jeszcze nie widział to patrzcie!*

*Bieg naprawdę świetnie rozegrany taktycznie, z dużą przyjemnością wracam wspomnieniami do zwycięstwa numer 8!

Po AMP-ach bardzo solidnie przetrenowałem tydzień, niedzielny trening nie został skończony przez lekkie problemy astmatyczne, później spadł deszcz i cały tydzień przed longiem to było już solidne chillowanie (z dobrym oddychaniem).

Droga do Dylewskich Wzgórz dobiegła końca, na starcie stanęli wszyscy sobie równi! Ale już do rzeczy, a raczej do biegu. Ruszyli – po ładną fotkę Karol Galicz i Michaś Garbacik. Później na prowadzenie wysforowali się Marek Skorupa (pseudo Skorupa) i główny faworyt biegu Michał Olejnik. Tak biegliśmy sobie przyjemnie po Dylewskich Wzgórzach. Na pierwszym motylku około 15’’ błędu. Biegłem na dość sporym luzie (tak mi się przynajmniej wydawało), w pełni kontrolując co się dzieje i minimalnie korygując swoje warianty w porównaniu do motorniczych.

I tak po pewnym czasie wysforowała się następująca czołówka (która biegła razem całkiem sporą część trasy):

ekstraklasa – Michał Olejnik
I liga z ekstraklasowymi aspiracjami – Mikołaj Dutkowski, Radosław Piotrowski
I liga – Piotr „Pasza” Paszyński, Michał Kalata
II liga – Karol Galicz, Michał Garbacik i Mateusz Podsiadły (choć w tym wypadku raczej angielska Football (Orienteering) League Two :D)

W pewnym momencie kolejność wyglądała nawet tak:


Tak nie mogłem się powstrzymać, by wrzucić tego screena 😀

Biegnąc na piętnastkę można było już wyraźnie zobaczyć dwie podgrupy:

Na węzłowym wszyscy moi kompani poszli w prawo; Radzio i Olej byli już wyraźnie (niecałą minutkę) z przodu. Wchodząc jednak spokojnie na punkt, złapałem przyszłego srebrnego medalistę i za nim zrobiłem całego motylka. W pewnym momencie przyszła do głowy nawet taka myśl:

„A co jak mi się uda, to co dwa lata temu?” 

od razu jednak: 

„Spokojnie niewiele ponad 1/3 za nami, wszyscy wciąż są w grze.” 

Prawda jest jednak taka, że było to bolesne oszukiwanie swojej głowy. Wcale nie biegłem na luzie (domyślam się, że średnie HR z pierwszej godziny biegu może oscylować powyżej 185 uderzeń. O tym, że zaczyna być ciężko zacząłem się przekonywać, biegnąc na 23 punkt. Radzio przyspieszył, a mi najzwyczajniej w świecie zaczynało brakować paliwa.

Po pierwszej kąpieli w bagnie straciłem kontakt z czołówką,

później jeszcze chwilowy (dość długi) zawias (około 1’20’’ błędu) i mogłem rozpocząć drugi bieg, zupełnie odrębny od pierwszego. Pierwszy się już zakończył, na więcej nie było mnie stać, jak można było przewidzieć – na więcej nie byłem przygotowany. „Z gówna bata nie ukręcisz”, bieganie na pewnym poziomie to jednak nieubłagana matematyka. Jakkolwiek była to fajna przygoda i będzie co wspominać. Był to również cenny pakiet doświadczenia do #roadtojeszczeniewiemgdzie.

W dalszej części zacząłem opadać z sił i niestety pojawiły się błędy (1’20’’ na PK27, 15’’ na PK31, 1’30’’ na PK32, 15’’ na PK33, 30’’ na PK34, 15’’ na PK 36, 20’’ na PK39 i 15’’ na PK46). Łącznie na całej ultralongowej trasie uzbierało się około 6’20’’ myślę, że nie tak dużo, choć uniknięcie części z nich pozwoliłoby mi na zbliżenie do miejsca w TOP6, które byłoby już czymś fajnym – gratki Mateusz.

Sporo błędów zrobiłem na drugiej części trasy, zadowolony jednak mogę być z trzeciej części, gdzie słabłem wolniej niż Karol i nawigowałem lepiej niż Mateusz. Mogę powiedzieć, że pomimo ogromnego styrania, mój mózg pracował na lepszych obrotach. Fajną motywacją było spotkanie z konkurencją na węzłowym. Na tej części trasy z 4’ straty do Karola, odrobiłem 2’, by jedną znowu stracić na kolejną kąpiel w bagnie.

Bieg zakończyłem z bardzo dużą stratą na 8. miejscu. Na początku postaram się zwrócić uwagę na jego pozytywne aspekty:

– Pierwsze 60’ trasy pokazało, że da się biec z ekstraklasą i kontrolować co się dzieje.
– Ukończyłem pierwszego ultralonga w elicie.
– Dałem z siebie absolutnego maksa, po biegu prawie tydzień dochodziłem do siebie.
– Prawie cały czas biegłem; z czasem wolno, ale biegłem (podchodzenie tylko pod górki).
– Miejsce 8. jest na razie moim najwyższym miejscem na MP w M21 w biegu indywidualnym (jakkolwiek jestem świadomy tego, że przy pełnej stawce byłoby to pewnie miejsce w okolicach 15.).
– Był to też jak na razie najlepszy mój bieg na MP w M21, przegrałem mniej niż na jesiennych klasykach.
– Na całym biegu, w przeciwieństwie do Piotra, Michała czy Mateusza nie zrobiłem żadnej dużej bomby.
– Na ostatniej pętli utrzymałem koncentrację na wysokim poziomie.

1. M.Dutkowski    133:49
2. R.Piotrowski      +1:19
3. M.Olejnik           +4:25


6. M.Podsiadły     +21:27
7. K.Galicz           +23:26
8. M.Garbacik      +26:44

GPS tracking – tutaj

Podsumowując tegoroczny ultralong, poziom elity, w porównaniu z poprzednimi latami, był bardzo wysoki*. Cały pierwsza piątka, to naprawdę panowie, co mają w nogach. Było z kim przegrać 😉

Zwłaszcza szacun dla Radzia, po którego czasie na AMP-ach nie spodziewałem się takiego wyniku, nie da się ukryć – pokazał klasę. Pokazał rownież, że te nasze roczniki (94-96) wchodząc do elity zgarniają indywidualne medale bez najmniejszych kompleksów (rok temu Krzyś dwa, dwa lata temu Piotr cztery).* Ukłony również w stronę Mikołaja Dutkowskiego, który udowodnił, że nieustępliwość popłaca i każdy w końcu dotrze do swojej Itaki. (Dla każdego mitologiczna Itaka jest czymś innym.) Z roku na rok podnosił swój poziom i myślę, że w tym roku zgarnie jakąś blachę również na biegu**, gdzie będzie pełna stawka. Czapki z głów!

*w minionym sezonie 98′ powalczył
**W 2017 nie zgarnął, ale później już tak – przyp. red.

W zmaganiach drugiej ligi, które z takim zainteresowaniem przedstawiałem rok temu, najlepszy okazał się Mateusz Podsiadły, tuż za nim Karol, a na trzecim stopniu podium był Cyc Ron.

Pogdybajmy jeszcze trochę:

  • Gdybym w tegorocznej formie {bez astmy} wystartował w roku ubiegłym to prawdopodobnie walczyłbym o TOP2.
  • Gdybym w formie z zeszłego roku, gdzie biegałem 6’ szybciej na półmaratonie i zrobiłem zdecydowanie więcej kilometrów po lesie** {bez astmy}, pobiegł w tym roku, w ocenie trenera Włodka walczyłby z Paszą i Kalatą o TOP4.
  • Gdybym nie biegł pierwszych 60’ z topem to może czas na mecie byłby troszeczkę lepszy, ale ileż frajdy byłoby zabrane…

Gdybać każdy jednak może czas na nowe cele, nowe przygody… ; ) Na razie odpłukać kwiecień przebiegł o niebo lepiej niż rok temu, więc jest szansa że lipcowa forma na start przygotowań pod jesień będzie wyższa niż rok temu. fajnie byłoby powalczyć jeszcze w tym roku o TOP10, nie da się ukryć, że w tym roku elita jest bardzo wyrównana i poza ekstraklasą sporo jest zawodników I-ligowych. (Wciąż marzy mi się awans do tej ligi :D)* Na pewno powstaną jeszcze jakieś cele biegowe, poza orienteeringowe. Na razie celem w samym sobie jest każdy trening i każde podwórkowe zawody. Chcę czerpać z nich jak najwięcej radochy, w miarę możliwości, oddychając pełną piersią. A co będzie później? Zobaczymy, enjoy it!

*Wtedy jeszcze miałem jeszcze jakieś resztki ambicji związanej ze startami w Orientacji Sportowej. Dziś z perspektywy czasu, wydaje mi się że większą przewidywalność i satysfakcję dają mi przygotowania do gór i do ulicy. W ten sposób w 2019 BnO było dodatkiem, a celem na każdy bieg było maksymalne enjoy orienteering.

No i na koniec foteczka, z pozdrowieniami dla kochanej Polusii i kochanego Kubusia. Tak nowoczesne dzieci spędzają wigilię świąt Bożego Narodzenia 😉

Ahoj, (a kto nie przeczytał do końca ten hoj)!

*Jak na złość, w tym roku nikt nie zszedł z trasy 😀
**Tego w tegorocznym przygotowaniu, moim zdaniem zdecydowanie brakło.

Mistrzostwa w 2017 zostały rozegrane kameralnie, ale jak najbardziej z klasą. Zespół organizatorów tworzyli pozytywnie nastawieni zawodnicy i działacze z OK! Sport. Biorąc pod uwagę ocenę zawodów, na plus wypadło kilkukrotne przebieganie przez CZ, na minus niestety mało wariantowe trasy. Zapewne wszystkim w pamięci zapadły atrakcyjne nagrody, jak i bukiety rzodkiewek wręczane przez OK!ejowców. Pozdrowienia i gratulacje za ten 2017 rok!

A Podlesice nie uciekną, dużo zdrówka kochani!

One Responseso far.

  1. MikiDi pisze:

    Dzięki! Miło! Pozdro Michale!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *