TOP10 wydarzeń sportowych 2019

Czas na zakończenie długiej blogaskowej posuchy Powody powyższej rozłąki z pisarstwem są co najmniej dwa. Pierwszy z nich to fakt, że Pan Cyceron jest ostatnio dość mocno zarobiony. Ale nie jest to ani czas, ani miejsce by się żalić i z tego tłumaczyć – tak już jest i spoko jest ; ) Drugi stanowi dziwny ciąg chorobowy trwający od grudnia do połowy lutego. Nie biegałem, więc też nie miałem ochoty o bieganiu pisać. Powyższa sytuacja w ostatnich dniach uległa jednak wyraźnej odmianie. Obecnie klepię bieżnie/rowerki/ćwiczenia, zainaugurowaliśmy też cykl rozgrywek piłkarskich z legendarnym zespołem AL. Aż chce się ruszać (i co za tym idzie o tym pisać)!

Powyższy tekst stanowi przypomnienie wydarzeń z roku 2019. Jak już zapewne zdążyliście zauważyć, Pan Cyceron jest już trochę bardziej działaczem niż biegaczem. Wciąż jednak chce się ruszać, a rok 2019 nie był taki zły pod tym kątem, zwłaszcza pierwsze półrocze. Jest co wspominać, zatem wszystkim zainteresowanym życzę miłej lektury!

Zanim przejdziemy do konkretnych wydarzeń sportowych (opisanych we właściwej kolejności), pragnę nadmienić dwa słowa o moim zeszłorocznym podejściu do trenowania. Celem nadrzędnym była maksymalizacja szczęścia, związanego z ruchem, zawodami, sportem itp. Dla przykładu, kiedyś pod żadnym pozorem nie biegałbym tydzień po tygodniu sekwencji: klasyk BnO, płaski półmaraton, ultralong BnO. Bo szkoda wyniku, bo nie miałoby to racji bytu w przygotowaniach, bo co jak się nie zregeneruje? itp. itd. W ubiegłym roku było inaczej, myślę że nie muszę tłumaczyć dlaczego!

10. Weekend w Łodzi

Weekend, który miał to „coś”. Świetna organizacja, team spirit na sztafetach i całkiem przyzwoite bieganie w leśnej części KMP. Stabilny bieg na średnim i bardzo mocna druga część sztafet dały mi sporo biegowej satysfakcji.

Na temat tego weekendu Garbacik Blog napisał jeszcze dwa artykuły dla biegnaorientacje.pl. Ujrzą one jednak światło dzienne dopiero po publikacji magazynu, zatem… musicie się uzbroić w cierpliwość.

Filmowe Relacje Grzegorza – tutaj

9. Bieg na Górę Żar

Chwilowa zwyżka formy po sztafetowych Mistrzostwach Polski przypadła właśnie na omawiane poniżej zawody. Warto jeszcze raz podkreślić atmosferę lokalnych zawodów. Dużą radość sprawiło mi również odpowiednie rozłożenie sił i „wyjechanie się na końcówce”.

Bieg na Górę Żar – tutaj

8. Wycieczka na Turbacz

sama w sobie była eventem nie tylko sportowym. Sporą radochę (a już we wstępie ustaliliśmy, że właśnie o tą radochę chodzi) dało mi jednak pokonanie tych prawie 22 kilometrów. Tętno załączone na obrazku pokazuje, że nie było to zwykłe rozbieganie! @vegesmalec


W punkcie dotyczącym wydarzeń związanych z AZSem warto jeszcze zwrócić uwagę na starty związane z Akademickimi Mistrzostwami Małopolski w biegach przełajowych. Obie edycje (wiosenna i jesienna) to dobre równe biegi (mimo braku formy). Zwłaszcza ten drugi dostarczył mi dużo radości związanej ze sportową walką do ostatnich metrów.

7. Sztafety KMP

to kolejny udany bieg w ramach pierwszej zmiany. Rzeczone sztafety (A konkretnie dobry bieg na nich) stanowiły jeden z celów Michasia na rok 2019. I cel ten udało się w pełni zrealizować. Jeden nieduży błąd (około 20”-30″) na dołku i zajezdnia totalna w dość prostym terenie.

W pamięci utkwił mi zwłaszcza jeden moment, gdy prując za Bedim and company wyjątkowo spojrzałem na zegarek (z nadzieją, że to już końcówka) i pomyślałem „O matko, dopiero 20 minut. Będzie się trzeba jeszcze trochę pomęczyć”.

Całe sztafety zakończyliśmy na rozczarowującym 7. miejscu. Sam bieg i dobrze wykonana robota pozwoliły jednak nacieszyć się troszeczkę Panu Cyceronowi.

6. Bieg Górski Nawoja 2019

stał pod znakiem progresu sportowego. Trzy biegi, od stycznia do marca i każdy z wyraźnie lepszym czasem od poprzedniego. Forma szybko szła do góry! Warto tutaj podkreślić, że organizatorzy zadbali o wymagającą trasę, na którą z przyjemnością wrócę. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już za tydzień!

27.01 – 35:03
17.02 – 32:22
10.03 – 31:17

5. Perły Małopolski to zawody (i weekend) podczas których udało się upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. A ja bardzo lubię tak gotować! Wyjazd do Rabki Zdrój był połączony z sympatycznym wypadem na Słowację… a po biegu spora ekipa wzięła się za rozdawanie wizytówek GPK. Było to jedno z wielu działań, które miały wpłynąć na wzrost frekwencji.

Same zawody i moja dyspozycja na nich mocno mnie zaskoczyły. Bieg rozgrywany był systemem góra-dół – najpierw cały czas pod górę, później cały czas w dół. Pierwsze trzy kilometry biegałem bardzo spokojnie, później zwiększyłem intensywność i… cały czas biegłem (bez podchodzenia). Jakież zdziwienie mnie dopadło, gdy na wodopoju dostałem komunikat, że jestem drugi. Ostatecznie skończyło się trzecią lokatą, gdyż młodszy (i lżejszy) rywal po prostu lepiej zbiegał.

4. Ultramiddle i Bronaczowa

, czyli zawody które kosztowały dużo wysiłku, ale w związku z tym dały też dużo satysfakcji! Oba biegi na dobrym poziomie technicznym, oba z walką do końca! Przedzielił je weekend, który jeszcze w poniższym zestawieniu jeszcze się znajdzie!

Jednym z celów na okres zimowo-wiosenny było ukończenie Ultralonga. Nie ukrywam, że cieszę się z jego realizacji!

Ultramiddle – tutaj

3. Sztafety MP

I wreszcie podium. Podium, które w tym roku było wyjątkowo wyrównane. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, które wydarzenie zasługiwało na jaką pozycję. Jakiś wybór trzeba było jednak podjąć, stąd na najniższym stopniu podium wydarzenie z dużą liczbą momentów i emocji. Dobry bieg na wysokiej intensywności.

Warto podkreślić, że przygotowania do tych sztafet były niezwykle trudne i wymagały dużo samozaparcia. Stąd też personalna presja była większa, ale co za tym idzie satysfakcja na mecie również!

Momenty i emocje – tutaj

2. To był absolutny maks

Miejsce drugie przypadło występowi na Akademickich Mistrzostwach Europy. Na takiej intensywności sprintu na dużej imprezie nie biegłem chyba od Mistrzostw Polski w Warszawie (2014 rok, NKL – *przyp. red.). Cenną rzeczą jest również świadomość, że zrobiłeś absolutne 100%, że tego dnia nie dało się lepiej. Tak właśnie było!

To był absolutny maks – tutaj

*fot. organizatorzy

1. Półmaraton Marsylia

I wreszcie na samym końcu, truskaweczka na torcie. Owoc najdłuższego okresu ciągłego, sumiennego treningu (styczeń-marzec). Cieszy progres w stosunku do roku poprzedniego oraz fakt, że w przeciągu dwóch miesięcy od biegania treningów 2×5 km po 4:20 min/km zszedłem na trening 10 km po 4:00 min/km. Podczas samego Półmaratonu siły nie były idealnie rozłożone, troszkę za bardzo podpaliłem się na trzeciej piątce. Jedno jest jednak pewne – dałem z siebie absolutne 100%, a ta półmaratońska satysfakcja warta jest pierwszego miejsca w poniższym zestawieniu.

Run in Marseille – tutaj

Czy uda się poprawić ten wynik w roku bieżącym? W pierwszym półroczu już raczej nie, a w drugim? Temat jest jak najbardziej do zrobienia! A czy się uda*? Zobaczymy, życie pisze różne ciekawe scenariusze! Zachęcam do śledzenia ich, oczywiście wspólnie z Garbacik Blog!

*są dwa uda -> albo się uda, albo się nie uda!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *