„Po burzy słońce wychodzi jednak zza chmur i nad Krakowem zaświeci znów…”

To były cięzkie dni, po prostu ciężkie dni…

To były cięzkie dni, po prostu ciężkie dni. Nie zna już dziś kalendarz takich dat…

Gdy emocje już opadną jak po wielkiej bitwie kurz, czas na obiecane już dawno podsumowanie/podsumowania wydarzeń z drugiego tygodnia lipca (dla niewtajemniczonych 38. edycji Wawel Cup). Oczywiście nie może zabraknąć znanego (i chyba lubianego) alfabetu. Na samym początku chciałbym jednak w kilku słowach, w może troszkę bardziej poważny (jak na standardy garbacikblog.pl) sposób podsumować minioną imprezę. Alfabet standardowo ma być podsumowaniem z większym dystansem i różnego rodzaju aluzjami.

W wielu aspektach ten rok był po prostu ciężki (mimo że wszystko do piątkowego południa układało się według mozolnie przygotowanego planu):
– Na trasie trzeciego etapu zdarzyła się wiadoma, tragiczna sytuacja, która wymagała nagłych, zdecydowanych, BEZPRECEDENSOWYCH działań.

I ostatnie dwa dni oraz związane z nimi:
– Sytuacja z drukiem map i gorące dyskusje. (Szeroko już komentowana, również przeze mnie, więc na blogu komentarze sobie daruję).
– Warunki atmosferyczne w trakcie IV i V etapu. Apogeum była druga burza w niedzielę, na błoniach, czyli tam gdzie planowaliśmy kulminację naszego święta…

*fot. Juan Manuel Uribe
*fot. Juan Manuel Uribe

To były cięzkie dni, po prostu ciężkie dni. Nie zna już dziś kalendarz takich dat… Po burzy słońce wychodzi jednak zza chmur i nad Krakowem chce zaświecić znów. Jak wspomniał trener Włodek, ten rok był prawdziwym testem tego czy i jak podejmiemy się jeszcze takiego wyzwania w przyszłym roku. Chciałbym się więc skupić na tym co pozytywne, na tym co udało się wspólnie stworzyć!

  • Udało się zorganizować trzy dekoracje (zdaniem wielu – z klasą) i pokazać nasze zawody ludziom z różnych urzędów.
  • Inspirujące tereny, pięć (cztery) trudne etapy, które czekały na wszystkich zawodników.
  • Impreza „Ze sportem mi do twarzy”.
  • AGH – real blaster (i nic więcej już chyba nie trzeba dodawać).
  • Do tego Model Event, Trail, zabawy z orientacją dla dzieci w centrum zawodów…
  • Organizacja centrum zawodów na Błoniach, ze sprinterską końcówką na dachu hali i dwoma przebiegami przez drogę. Nie było to łatwe zadanie.
  • Przez całe zawody (z przerwą na sprawy wiadome) sprawnie działający marketing, zdjęcia, film, mapy, klasyfikacje i relacje – coś co kulało w poprzednich latach. Działo się!
  • Atmosferę w zespole. Mimo trudnych momentów, jego członkowie podnosili się na duchu.
  • I zyskanie doświadczeń, niezwykle trudnych doświadczeń. Ale czasem musi być ciężko by później było lżej. Jak w tej anegdocie o kozie…
*fot. Sebastian Janas

Podziękowania też dla wszystkich organizatorów i gości z klubów z całej Polski (i 21 innych państw). Podziękowania za merytoryczne uwagi i słowa otuchy w trudnych chwilach. Cieszę się, że byliście z nami i że tak licznie deklarujecie przyjazd za rok! Together we will create a real celebration of orienteering (2020)!

Już wkrótce alfabet, w komentarzach możecie podsyłać swoje propozycje haseł : )

One Responseso far.

  1. Larysa pisze:

    Tak, to były bardzo emocjonalnie zabiegi, a wody ociewiście nie zabrakło, na Błoniach to była super wodna atrakcja))))

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *