Momenty i emocje!

Czas na kolejny, tym razem sportowy rozdział przygód Cycerona. Mistrzostwa Polski w sztafetowym BnO przyniosły (jak zwykle) dużo emocji, emocji i momentów które warto opowiedzieć, a których naocznym światkiem był Garbacik Blog.

W swojej relacji tym razem skupię się tylko i wyłącznie na rywalizacji pierwszej zmiany M21E (a dokładnie biegu Michasia zwanego Cyceronem), znów ten jeden raz poczuję się jakbym miał 19 lat i będę emocjonował się każdym przebiegiem!

Zanim przejdziemy do opowieści o momentach i radościach chciałbym dwa słowa poświęcić przygotowaniom. Przygotowania, które może nie były takie jak kiedyś…, ale były takie które z wielu powodów mogę naprawdę docenić. Od dłuższego czasu wykonywałem już od 4 do 5 treningów w tygodniu, w międzyczasie zahaczając o KMP i AMP. Większość treningów to klepanie asfaltu, najmocniejsze było 9 km po 3:50, jednak nie na liczbach przy analizie tych przygotowań chciałbym skupić, a na… dość dużej determinacji by pod koniec czerwca być w jako takiej formie. Ta determinacja pozwalała wielokrotnie wychodzić na trening po 23:00, kręcić godzinne rozbieganie z gównianą czołówką na 300 metrowej pętli wokół ośrodka w Grudziądzu (również po 23:00) czy wyjść na 19km biegania po ponad 10 godzinnym maratonie związanym z organizacją finału AMP w piłce ręcznej. Ale… do rzeczy!

Doceniam te przygotowania i doceniam fakt, że mogłem stanąć w przyzwoitej formie na starcie niedzielnych sztafet!

Teraz chciałbym opowiedzieć słów kilka o momentach, wielu wyjątkowych momentach, dla których warto było się mobilizować:

moment, w którym staliśmy na linii startu i sztab trenerski WKS Wawel stwierdził, że Garbacik jest zdecydowanie najgrubszym zawodnikiem na tej pierwszej zmianie. No cóż nie zaprzeczę, acz… 79/80kg to już nie 84kg. #roadto76

moment, w którym na trójkę na chwilę straciłem głowę. Dobrze, że stając w miejscu ją szybko ogarnąłem, trafiłem na swój punkt i zacząłem pogoń za głównym peletonem. Głównym peletonem, który jakby umówił się na coraz mocniejsze tempo i ciągle uciekał przed całą resztą pierwszej zmiany. Z tą historią związane są trzy momenty:

moment, kiedy po odbiegu od czwórki przed sobą nie widziałem już nikogo.
moment, w którym po przyspawaniu pod górę pomyślałem, że chyba są za mocni i nie dam rady,
– i moment… w którym pomyślałem – „ja nie dam rady?”

– warto jeszcze wspomnieć o momencie (PK6), gdzie cały peleton został wreszcie złapany. Po czym się okazało, że to nie moje rozbicie hehehe.

moment, w którym jednak dość szybko się ogarnąłem,

moment, w którym jednak za bardzo skupilem się na plecach Stefana, robiąc największy błąd na trasie (Myślę, że nawet ponad minutkę). – PK8

moment, w którym dostałem od trenera piękne sprawozdanie na punkcie widokowym – 2′ do pierwszych, ponad 1′ do Kucy

moment, w którym po podbiciu ścianki na zboczu (PK16) wiedziałem, że „to już jest to” 🙂

– i wreszcie moment, kiedy zobaczyłem przedostatni punkt jako pierwszy z drugiego tramwaju. To był też moment, w którym już wiedziałem, że nie ma już opcji by mój były klubowy kolega (obecnie UNTS II) wyprzedził mnie na końcówce – wstąpiły we mnie spore, dodatkowe siły. Chwilę później był dłuższy moment, w którym przypomniałem sobie jak Garbacik Blog biegał kiedyś pod górę (wtedy, kiedy jeszcze nie nazywał się Garbacik Blogiem).

Podsumowując momenty i emocje, wyszedł z tego naprawdę dobry bieg, nie bez błędów, ale na ogromnej intensywności. Teren był godny Mistrzostw, a Garbacik Blog tym razem, mając być najsłabszym ogniwem, wykonał solidną robotę. Zespołowo nie wyszło, no ale Panowie, już za cztery lata, już za cztery lata*… 🙂

Były emocje, były momenty, a jak to śpiewa Dżem: „W życiu piękne są tylko chwilę.” Dlatego czasem warto żyć!

Wracamy do rzeczywistości organizatorsko-działaczowsko-komentatorsko… bukmacherskiej!  Ale wciąż chcę się ruszać, może przyjdzie okazja powalczyć jeszcze o jakaś życióweczkę na jesień na asfalcie? A najbliższy cel leśny? – jesień 2020 i sztafety MP. I mam nadzieję, że jeśli forma będzie pozwalać to zespół nie zrezygnuje z Pana Cycerona. Stary Człowiek i może. #jakwino

*nadejdzie dzień kiedy wszystkim „zagra” tego samego dnia

PS
Największa radocha dla króliczka jest z gonienia marchewki.

One Responseso far.

  1. […] to już było napisane w poście o „momentach i emocjach”  forma jest przyzwoita, na rozgrzewce czuć było luz pod nogą. Nie pozostało nic innego jak […]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *